środa, 25 stycznia 2012

%%Sale%%

Jak wiecie wyprzedaże powoli się już kończą, ale nadal możecie upolować coś naprawdę ciekawego po dość niskich cenach. Z tego co udało mi się zaobserwować to wyprzedaże w Warszawie są na poziomie 70% w większości sklepów. A zatem dziewczyny i chłopaki jeśli macie jakiś wolny zasób gotówki i chcecie go wydać na ciuchy, buty lub dodatki to ruszajcie do sklepów.
A oto moje wyprzedażowe łupy:



Swetry: Camaieu  Bluzka: Tchibo  Spodnie: Mango  Torebka: Allegro   Breloczek: YSL

Oczywiście nie obyło się bez kupienia kolejnych par butów:


Sandałki: Zara  Kozaki: Auchan

Za wszystkie rzeczy, które Wam pokazałam zapłaciłam łącznie 200 zł. Jedynie torebka jest prezentem od mojego chłopaka. A więc sami widzicie, że warto polować na fajne okazje podczas wyprzedaży. Tylko pamiętajcie, polujcie z głową. Nie warto inwestować dużych pieniędzy w coś co modne jest tylko w danym sezonie. Warto kupować, rzeczy uniwersalne i klasyczne, które zawsze będziecie mogli zestawić z ciekawymi dodatkami.

P.S. Dziewczyny!! Polecam Wam stronę, na której znajdziecie bardzo ładne, porządnie zrobione skórzane buty w przystępnych cenach www.wodowski.pl. Zakupy w tej firmie to czysta przyjemność i przede wszystkim komfort noszenia ślicznych bucików.


sobota, 21 stycznia 2012

Dzień babci

Wszystkim babciom, z okazji dzisiejszego święta życzę zdrowia, szczęścia pomyślności i spełnienia wszystkich życzeń, a także pociechy z wnucząt i tych małych i tych dużych.:)

środa, 18 stycznia 2012

Koktajl i "Coś pożyczonego"

Za oknem coraz więcej śniegu:) A Wam jak podoba się ta zimowa zawierucha? Osobiście uwielbiam spędzać zimowe wieczory czytając jakąś fajną książkę w moim wielgachnym fotelu. Dzisiaj chciałabym Wam polecić literaturę typowo kobiecą. "Coś pożyczonego" Emily Giffin to bardzo lekka, dość fajnie napisana opowieść o dwóch przyjaciółkach- Rachel i Darcy. Nie było by w tej opowieści nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż główna bohaterka zakochuje się w narzeczonym swojej przyjaciółki. Treść książki dotyczy głównie wewnętrznych rozterek Rachel odnośnie wyboru pomiędzy przyjaźnią a miłością. A uwierzcie mi, wybór nie jest łatwy. 
Książka zmusza nas do refleksji i odpowiedzenia sobie na pytanie czy dla miłości warto poświęcić przyjaźń? A także kiedy wiadomo, że ta przyjaźń jest właśnie tą jedną jedyną i prawdziwą?.



Aby umilić sobie czytanie polecam samodzielnie zrobiony koktajl z owoców typu banan i mandarynka, z dodatkiem owocowych jogurtów. Pycha:)

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Coś na ciepło i na słodko...

No i wreszcie mamy zimę:) Wiem, że część z Was nie jest z tego powodu zadowolona, lecz co to za zima bez śniegu i mrozu?. Dzisiejszy wolny dzień, postanowiłam przeznaczyć na sprawdzenie nowych przepisów wygrzebanych z sieci i "babskich" gazet. O dziwo oba okazały się strzałem w dziesiątkę! Piszę "o dziwo" ponieważ bardzo często zdarza się, że przepisy zawierają błąd, który powoduje, że nasza potrawa nadaje się tylko i wyłącznie do wyrzucenia. 
A zatem wszystkim zmarzluchom polecam spędzenie chociaż chwili w ciepłej kuchni, gdzie przygotujecie polecane przeze mnie pyszności.

Coś na obiad- Pieróg razowy z piersią z kurczaka

Co nam będzie potrzebne?

Ciasto: 
  • łyżeczka drożdży
  • szklanka mąki pszennej razowej ( ja zastosowałam przesianą mąkę żytnią)
  • pół szklanki mąki pszennej białej
  • 2 jajka
  • pół szklanki mleka
  • szczypta soli
  • ok. 1 łyżka oleju
Do miski wsypujemy pół szklanki mąki razowej (lub żytniej) i białą. Dodajemy pokruszone drożdże, zalewamy ciepłym mlekiem i dodajemy olej. Mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcia. Dodajemy jedno jajko, pozostałą mąkę i sól. Wyrabiamy. Ciasto dzielimy na 4 części. Każdą część wałkujemy. 
Farsz:
  • mały brokuł
  • kawałek sera żółtego
  • jedna podwójna pierś z kurczaka
  • 30 dag pieczarek
  • przyprawy według uznania
Brokuł gotujemy na parze, tak aby był półtwardy. Pierś z kurczaka kroimy w kostkę i posypujemy przyprawami. Odstawiamy. Pieczarki obieramy, kroimy w plasterki i podsmażamy. Pieczarki warto posolić do smaku. Następnie podsmażamy kurczaka i dodajemy pieczarki. 
Na środku każdego z placków (patrz wyżej przepis na ciasto), układamy brokuły, pieczarki z kurczakiem i posypujemy startym serem. Placki składamy na pół lekko dociskając brzegi. Nieregularne brzegi odcinamy, pierogi zlepiamy (np. przyciskając je widelcem).
Pierogi układamy na natłuszczonej, posypanej mąką blasze. Smarujemy pozostałym rozmąconym jajkiem. Pieczemy 15-20 minut w temp.180ºC.



A dla wszystkich łasuchów kolejny pyszny przepis ze strony Moje wypieki .

Otrębowe ciastka z granolą i morelami

Co nam będzie potrzebne?
1 szklanka suszonych moreli, posiekanych*
1 szklanka gorącej wody
2 szklanki mąki pszennej
3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
3/4 łyżeczki cynamonu
230 g masła, w temperaturze pokojowej
1,5 szklanki jasnego brązowego cukru (lub wg smaku)
2 duże jajka
1,5 łyżeczki ekstraktu z wanilii ( ja dodałam kilka kropli zapachu waniliowego)
1/2 szklanki płatków owsianych
2 szklanki otrębów orkiszowych**
1 szklanka  posiekanej białej czekolady
1 szklanka granoli (dowolnej)

Morele wkładamy w niedużą miseczkę, zalewamy wrzącą wodą. Odstawiamy na 15 minut, do namoczenia. Odcedzamy wodę.
W osobnym naczyniu mieszamy mąkę, sodę, cynamon. Odstawiamy.
Za pomocą miksera ucieramy masło do uzyskania jasnej, puszystej masy. Dodajemy stopniowo cukier i ucieramy. Wbijamy jajka, wanilię i miksujemy. Na wolnych obrotach stopniowo dodajemy mąkę, do dokładnego wymieszania.
Na końcu dodajemy płatki owsiane, otręby, czekoladę, granolę i pokrojone morele - mieszamy drewnianą łyżką.
Ciasto przekładamy do płaskiego naczynia, przykrywamy folią i schładzamy przez godzinę (ciasto w takiej postaci można przechowywać w lodówce przez 2 dni).
Po tym czasie ciastka wykładamy łyżką na blachę (wyłożoną matą teflonową lub papierem do pieczenia), w 3 cm odstępach (1,5 łyżeczka masy na 1 ciastko). Mogą to być nieregularne kopczyki, lekko spłaszczamy.
Pieczemy w temperaturze 180ºC przez około 20 - 25 minut, do lekkiego zbrązowienia. Mniejsze ciastka pieką się krócej, większe dłużej. Wskaźnikiem ich upieczenia jest dobre odchodzenie od blaszki.
Po upieczeniu chwilę jeszcze studzimy na blaszce, przekładamy do wystygnięcia.

* można użyć innych suszonych owoców
** można zastąpić otrębami pszennymi, owsianymi lub żytnimi


 Życzę miłej zabawy w kuchni i smacznego:)

piątek, 13 stycznia 2012

Hande made

Która z nas nie kocha biżuterii? Nawet najmniejszy pierścionek czy bransoletka mogą stanowić nie tylko wspaniały dodatek do stroju, ale również doskonale poprawiają humor i sprawiają, że my kobiety czujemy się piękniejsze. Muszę się przyznać, że osobiście uwielbiam kupować biżuterię (szczególnie bransoletki).
Ostatnio odkryłam w jak łatwy sposób można samemu wykonać biżuterię, taką na jaką w danej chwili mamy ochotę. W sieci roi się od różnego rodzaju poradników, blogów, czy nawet filmików dotyczących biżuterii hand made. Samemu wyczarować można naprawdę cudeńka.

Co nam będzie potrzebne?
Koraliki, linki, rzemyki, łańcuszki, elementy do tworzenia kolczyków itp. Potrzebne są także szczypce i kombinerki. Lecz tego jakiego rodzaju narzędzi będziecie potrzebować dowiecie się ze stron, które podam poniżej. Najistotniejszym elementem jest Wasza kreatywność. To już od Was zależy co chciałybyście zrobić i w jakiej kolorystyce.

Samodzielne wykonanie biżuterii daje możliwość stworzenia czegoś co odzwierciedla Wasz charakter, a jednocześnie możecie cieszyć się czymś co jest własnego pomysłu:)


Tutaj dowiecie się, jak krok po kroku zrobić samodzielnie kolczyki i co Wam będzie potrzebne.
Natomiast doskonałą wylęgarnią pomysłów jest strona: kurs biżuterii.
Ja zaopatruję się TUTAJ.

A to kilka moich dzieł:)


środa, 11 stycznia 2012

Coś słodkiego...

Tydzień zaczął się dla mnie dość intensywnie. Praktycznie cały czas spędzam poza domem, a jak już wracam to marzę tylko o tym aby się położyć. Dzisiaj jednak postanowiłam poświęcić się tylko i wyłącznie pracom domowym. Jednym z punktów na długiej liście sprawunków była szarlotka,o którą tata prosił mnie już od kilku dobrych tygodni :) Znudziło mi się pieczenie szarlotki, według przepisu mojej mamy, a zatem postanowiłam trochę poszaleć i poszukać czegoś nowego. Doskonałą cukierniczą inspirację stanowi dla mnie blog "Moje wypieki" (poniżej podam Wam adres). Jest tam bardzo dużo, bardzo fajny, oryginalnych i ciekawych pomysłów na różnego rodzaju słodkości.
A zatem przedstawiam Wam moje dzisiejsze dzieło....

Szarlotka z budyniem

Co nam będzie potrzebne:
450 g mąki pszennej
250 g masła/margaryny
1 szklanka cukru pudru
1 jajko
2 żółtka
2 łyżki gęstej kwaśnej  śmietany (śmietanę zastąpiłam gęstym jogurtem naturalnym)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1,5 kg jabłek

2 budynie waniliowe bez cukru (na pół litra mleka każdy) + 4 łyżki cukru

750 ml mleka

cukier puder - do posypania

kilka łyżek bułki tartej

Przygotowanie ciasta 
Wszystkie składniki zagnieść. Ciasto podzielić na 2 części. Jedną włożyć do lodówki, drugą na 2 godziny do zamrażarki.




Przygotowanie nadzienia 
Kwadratową blaszkę o boku 23 cm (lub nieco większą, ciasto jest wysokie) wyłożyć papierem do pieczenia ( ja kupiłam blaszki w Tesco i są wykonane z takiego rodzaju metalu, dzięki któremu nie potrzeba wykładać ich papierem). Rozwałkować ciasto z lodówki i wyłożyć do formy, ponakłuwać widelcem . Spód oprószyć bułką tartą (by wchłaniała wilgoć z jabłek).

Jabłka obrać, pokroić w ósemki, wyłożyć na cieście (pokroiłam jabłka drobniej, dzięki czemu fajnie się rozpiekły).

Budynie ugotować wg przepisu na opakowaniu, wykorzystując 750 ml mleka i 4 łyżki cukru. Gorący jeszcze budyń wylać na jabłka. Na budyń zetrzeć ciasto z zamrażarki.

Piec około 45 minut w temperaturze 200ºC. Po wystudzeniu oprószyć cukrem pudrem.









Ciasto jest bardzo dobre i łatwe w wykonaniu.

Tutaj macie ten sam przepis na stronie Pani Doroty- autorki bloga "Moje wypieki": Szarlotka z budyniem


Zapraszam także, wszystkich maniaków słodkości i pieczenia do odwiedzania bloga Pani Doroty i próbowania własnych sił w kuchni. A oto adres: Moje wypieki











niedziela, 8 stycznia 2012

Zagadkowy geniusz

5 styczeń to nie tylko dzień moich urodzin, ale także dzień polskiej premiery Sherlocka Holmes'a. Guy Ritchie sprawił mi zarówno w zeszłym jak i w tym roku bardzo fajny prezentu urodzinowy:) Do zobaczenia pierwszej odsłony przygód słynnego angielskiego detektywa namówił mnie mój chłopak. Podeszłam do tego filmu dość sceptycznie, ponieważ zbytnio nie interesowała mnie postać Sherlocka. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że pierwszą część pt. Sherlock Holmes jak i drugą Sherlock Holmes: Gra cieni obejrzałam z zapartym tchem.
Sherlock Holmes: Gra cieni to film zabawny i niezwykle wciągający. Nie polecam jednak zbyt częstego odwracania wzroku od ekranu. Akcja filmu toczy się w tak szybkim tempie, że po chwili nieuwagi możemy nie wiedzieć o co chodzi w danej scenie. Charakterystyczne dla pierwszej jak i drugiej części przygód Holmes'a i Watsona są sceny bójek oparte na zwolnionym a następnie przyspieszonym obrazie. Niektóre fragmenty filmu aż prosiły się o zrobienie ich w technologii 3D. 
Nie będę Wam opowiadać fabuły filmu aby nie zabierać przyjemności z oglądania go.Obecnie do kin wchodzi wiele bardzo ciekawych filmów. Są to produkcje zarówno polskie jak i zagraniczne. Osobiście polecam Sherlocka jako doskonałą rozrywkę na jedno z  ponurych styczniowych popołudni.